top of page

Strach przed mobilizacją na Ukrainie - prawda, mity i rzeczywistość

Strach przed mobilizacją na Ukrainie - prawda, mity i rzeczywistość

Dlaczego ludzie boją się tego, czego nie znają


Gdyby zapytać ukraińskich mężczyzn o trzy tematy, które potrafią zepsuć atmosferę podczas każdego spotkania, mobilizacja prawdopodobnie znalazłaby się na tej liście. Zapewne gdzieś pomiędzy polityką a odwiecznym sporem o to, kto powinien pozmywać naczynia po grillu.


Wystarczy, że ktoś wypowie słowo „mobilizacja”, a w głowach wielu ludzi natychmiast zaczyna pracować wewnętrzny scenarzysta. Problem polega na tym, że ten scenarzysta najwyraźniej zdobywał doświadczenie, oglądając filmy akcji z lat dziewięćdziesiątych, seriale postapokaliptyczne i komentarze w mediach społecznościowych.


Wyobraźmy sobie przeciętnego obywatela Ukrainy. Pracuje, płaci rachunki, martwi się cenami paliwa, od czasu do czasu narzeka na podatki i co tydzień obiecuje sobie, że od najbliższego poniedziałku wreszcie zacznie chodzić na siłownię.


Potem zaczyna myśleć o mobilizacji.


Zamiast szukać sprawdzonych informacji, otwiera Internet. A jak wszyscy wiemy, Internet jest miejscem bardzo interesującym.


Gdyby wierzyć wszystkiemu, co można przeczytać w mediach społecznościowych, osoba zmobilizowana natychmiast trafia na linię frontu, mieszka wyłącznie w okopie, je coś bliżej nieokreślonego, śpi raz w miesiącu i na zawsze żegna się z normalnym życiem.


Problem polega na tym, że wiele z tych historii ma mniej więcej taki sam związek z rzeczywistością, jak filmy o superbohaterach z codzienną pracą ratowników medycznych.


Współczesna armia jest znacznie bardziej złożona, niż wyobrażają sobie osoby, które nigdy nie służyły. Właśnie dlatego wokół mobilizacji powstało tak wiele mitów. Niektóre z nich narodziły się z braku informacji. Inne z plotek. Jeszcze inne po prostu dlatego, że negatywne historie zawsze rozchodzą się szybciej niż zwykła codzienność.


Zacznijmy więc od najpopularniejszych mitów.


Mit nr 1 - Zaraz po mobilizacji wyślą mnie na front


To bezsprzecznie najbardziej rozpowszechniony strach.


Według niektórych wyobrażeń mobilizacja wygląda mniej więcej tak: w poniedziałek kupujesz kawę w drodze do pracy, we wtorek zostajesz zmobilizowany, w środę dostajesz broń, a w czwartek bierzesz już udział w szturmie.


Brzmi dramatycznie.


I właśnie dlatego tak dobrze sprzedaje się w Internecie.


W rzeczywistości wszystko wygląda zupełnie inaczej.


Nowoczesna armia jest ogromną organizacją. Człowiek musi zostać zarejestrowany, przygotowany, przeszkolony i przydzielony do odpowiedniego stanowiska. Nikt nie ma interesu w wysyłaniu nieprzygotowanej osoby do wykonywania skomplikowanych zadań.


To byłoby mniej więcej tak rozsądne, jak posadzenie przypadkowego pasażera za sterami samolotu i powiedzenie mu: „Widziałeś już kiedyś samolot. Powinieneś sobie poradzić”.


Co więcej, ogromna liczba stanowisk wojskowych nie ma nic wspólnego z bezpośrednimi działaniami szturmowymi. Współczesna wojna nie opiera się wyłącznie na piechocie. Opiera się na dronach, łączności, logistyce, transporcie, medycynie, inżynierii oraz setkach innych specjalizacji.


Paradoks polega na tym, że wiele osób boi się scenariusza, który wcale nie jest najbardziej prawdopodobny.


Dlatego głównym źródłem strachu nie jest rzeczywistość, lecz niepewność.


Mit nr 2 - Jeśli nie jestem sportowcem, armia mnie nie potrzebuje


Ten mit jest szczególnie popularny wśród mężczyzn po trzydziestce.


Człowiek ogląda nagrania jednostek specjalnych, widzi żołnierzy w świetnej formie fizycznej, a następnie spogląda na własny brzuch, który pojawił się po latach pracy biurowej. I dochodzi do wniosku, że jego wojskowa kariera skończyła się jeszcze zanim się zaczęła.


Sytuacja staje się jeszcze ciekawsza, gdy tę opinię wygłasza ktoś, kto przez dwadzieścia lat pracował jako mechanik, elektryk albo zawodowy kierowca.


Oczywiście współczesne armie potrzebują ludzi sprawnych fizycznie.

To fakt.

Ale równie mocno potrzebują ludzi, którzy po prostu potrafią coś robić.


Gdyby jutro zniknęli wszyscy mechanicy, wojskowe pojazdy bardzo szybko zamieniłyby się w niezwykle drogie metalowe pomniki.


Gdyby zniknęli wszyscy kierowcy, system zaopatrzenia działałby mniej więcej tak skutecznie jak komunikacja miejska podczas śnieżycy.


A gdyby zniknęli specjaliści od łączności, dowódcy bardzo szybko przekonaliby się, jak trudno koordynować działania całych jednostek za pomocą krzyków przez pole.


Prawda jest taka, że współczesna wojna coraz bardziej przypomina ogromną firmę technologiczną działającą w bardzo trudnych warunkach.


Dlatego osoba posiadająca doświadczenie zawodowe, praktyczne umiejętności i zdrowy rozsądek może być równie cenna jak ktoś, kto potrafi przebiec maraton.


Mit nr 3 - Nikogo nie interesuje mój cywilny zawód


Wiele osób uważa, że mobilizacja automatycznie kasuje wszystkie umiejętności zdobywane przez lata.


Jakby wraz z mundurem wydawano magiczne urządzenie, które usuwa dziesięć, dwadzieścia albo trzydzieści lat doświadczenia zawodowego.


Na szczęście tak to nie działa.


Wyobraźmy sobie człowieka, który przez dwadzieścia lat naprawiał samochody. Potrafi rozpoznać awarię silnika po samym dźwięku, zanim większość ludzi zdąży otworzyć maskę.


Albo programistę pracującego od lat z systemami komputerowymi.


Albo elektryka, który potrafi przywrócić zasilanie tam, gdzie inni już się poddali.


Albo budowlańca mającego za sobą więcej projektów niż przeciętny człowiek widział dokumentów dotyczących nieruchomości.


Czy ktoś naprawdę wierzy, że takie umiejętności nagle stają się bezużyteczne?


Jest dokładnie odwrotnie.


Im dłużej trwa współczesna wojna, tym cenniejsze staje się doświadczenie zawodowe zdobyte w życiu cywilnym.


Bardzo często ludzie wnoszą dokładnie te kompetencje, których potrzebuje dana jednostka.


W niektórych przypadkach cywilny zawód może okazać się równie ważny jak szkolenie wojskowe.


Dlatego wiele osób jest zaskoczonych, gdy odkrywa, że skuteczne jednostki przypominają nie tylko formacje wojskowe, ale również dobrze zarządzane firmy, w których każdy zajmuje się tym, co potrafi najlepiej.


O czym media społecznościowe mówią bardzo rzadko


W tym momencie ktoś może pomyśleć, że próbujemy przekonać czytelnika, iż służba wojskowa przypomina wakacyjny wyjazd. Oczywiście tak nie jest.


Wojna pozostaje wojną.


Jest niebezpieczna, wymagająca, wyczerpująca i często bezlitosna.

Jednak jednym z największych problemów naszych czasów jest to, że wiele osób buduje swój obraz armii wyłącznie na podstawie najgorszych historii, jakie usłyszą.


Wyobraźmy sobie sytuację, w której ktoś poznaje życie cywilne wyłącznie poprzez wiadomości telewizyjne. Mógłby dojść do wniosku, że wszystkie firmy bankrutują, wszystkie samochody uczestniczą w wypadkach, wszystkie małżeństwa kończą się rozwodem, a wychodzenie z domu jest niebezpieczne.


Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.


Dokładnie tak samo jest ze służbą wojskową.


Mit nr 4 - Wszyscy żołnierze mieszkają w okopach przez całą dobę


To jeden z najbardziej niezwykłych mitów, a mimo to wciąż jest bardzo popularny.


Niektórzy wyobrażają sobie służbę wojskową tak, jakby żołnierz pewnego dnia wszedł do okopu, a wyszedł z niego dopiero kilka lat później.


Jakby całe jego życie składało się wyłącznie z błota, worków z piaskiem i szarego horyzontu.


Jeśli zastanowić się nad tym logicznie, brzmi to mniej więcej tak samo, jak wyobrażanie sobie chirurga, który przez całą swoją karierę stoi wyłącznie przy stole operacyjnym i nie robi niczego innego.


Nowoczesna armia składa się z ogromnej liczby różnych działań. Są zadania bojowe, szkolenia, ćwiczenia, okresy odpoczynku, konserwacja sprzętu, planowanie, logistyka, administracja oraz wiele innych obowiązków.


Oczywiście istnieją jednostki wykonujące szczególnie trudne zadania. Istnieją odcinki frontu o bardzo wysokim poziomie zagrożenia. Jednak nawet tam życie nie ogranicza się wyłącznie do siedzenia w okopie.


Wielu cywilów ogląda tak dużo materiałów z frontu, że zapomina o jednej ważnej rzeczy. Za każdą jednostką bojową stoi setki ludzi wykonujących pracę, dzięki której ta jednostka może funkcjonować.


Znaczna część tej pracy w ogóle nie przypomina tego, co pokazują filmy.

Prawda jest taka, że armia jest czymś znacznie większym niż okop.


Tak samo jak medycyna jest czymś znacznie większym niż sala operacyjna.

I tak samo jak lotnictwo jest czymś znacznie większym niż kabina pilota.


Mit nr 5 - Po mobilizacji życie się kończy


To prawdopodobnie najsmutniejszy ze wszystkich mitów.


Wiele osób traktuje mobilizację jak ogromny przycisk „pauza”, który zatrzymuje całe życie.


W ich wyobrażeniach wszystkie plany, marzenia i cele trafiają do szuflady, która zostanie otwarta dopiero w nieokreślonej przyszłości.


Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej.


Wielu żołnierzy nadal planuje swoją przyszłość. Niektórzy oszczędzają na mieszkanie lub dom. Inni zdobywają nowe kwalifikacje. Część przygotowuje się do założenia własnej firmy po zakończeniu służby. Inni zakładają rodziny, wychowują dzieci albo zdobywają doświadczenia, których wcześniej nigdy by się nie spodziewali.


Jednym z najbardziej zaskakujących aspektów jest kwestia finansowa.

W życiu cywilnym znaczna część wynagrodzenia znika bardzo szybko.

Czynsz, rachunki, paliwo, transport, ubrania, jedzenie i dziesiątki innych wydatków skutecznie uszczuplają budżet.


Podczas służby wojskowej wiele z tych kosztów jest pokrywanych.


Mundur jest zapewniany.

Wyposażenie jest zapewniane.

Wyżywienie jest zapewniane.


Dlatego niektórzy żołnierze ze zdziwieniem odkrywają, że są w stanie odłożyć więcej pieniędzy niż przed służbą.


Oczywiście nikt nie powinien traktować mobilizacji jako planu finansowego ani sposobu na zarabianie pieniędzy.


Faktem pozostaje jednak to, że część osób po prostu wydaje mniej i oszczędza więcej niż wcześniej.


Życie się nie kończy.


Po prostu się zmienia.


Mit nr 6 - Jeśli się boję, to znaczy, że się nie nadaję


To jeden z najbardziej rozpowszechnionych błędów w myśleniu.


Wiele osób wstydzi się własnego strachu. Patrzą na doświadczonych żołnierzy i zakładają, że oni nigdy nie odczuwają stresu, niepewności czy obaw.


To bardzo dalekie od prawdy.


Strach nie jest oznaką słabości.


Strach jest naturalną reakcją człowieka na zagrożenie i nieznane.


Gdyby ludzie nie odczuwali strachu, podejmowaliby znacznie więcej niebezpiecznych i nierozsądnych decyzji.


Prawdziwe pytanie nie brzmi, czy człowiek się boi.


Prawdziwe pytanie brzmi, co robi z tym strachem.


Prawie każdy żołnierz pamięta swój pierwszy dzień w jednostce.


Prawie każdy nowo przybyły przeżywał chwile niepewności.


Prawie każdy chciał choć przez chwilę zatrzymać czas, żeby spokojnie zebrać myśli.


I jest to całkowicie normalne.


Nienormalne byłoby nie odczuwać niczego.


Niestety wiele osób nadal myli strach ze słabością.


To dwie zupełnie różne rzeczy.


Słabość polega na pozwoleniu, by strach podejmował decyzje za człowieka.


Sam strach oznacza jedynie, że jesteśmy ludźmi.


Mit nr 7 - Wszyscy dowódcy są tacy sami


Ten mit można obalić jednym prostym pytaniem.


Czy wszyscy prezesi firm są tacy sami?

Czy wszyscy przedsiębiorcy są tacy sami?

Czy wszyscy menedżerowie są tacy sami?


Oczywiście, że nie.


Dlaczego więc wszyscy dowódcy wojskowi mieliby być tacy sami?


Armia składa się z ludzi.


A ludzie są różni.


Są dowódcy, których żołnierze wspominają z szacunkiem nawet wiele lat później.


Są liderzy potrafiący zorganizować jednostkę tak, że działa jak dobrze naoliwiony mechanizm.


Są również oficerowie, którzy nadal uczą się razem ze swoimi żołnierzami, ponieważ rozumieją, że współczesna wojna nieustannie się zmienia.

Jak w każdej dużej organizacji, istnieją różne doświadczenia i różne przykłady.


Największym błędem jest ocenianie całej instytucji na podstawie jednej historii albo jednego doświadczenia.


To mniej więcej tak, jakby oceniać wszystkie restauracje w kraju po jednym nieudanym obiedzie.


Współczesna armia to tysiące jednostek i dziesiątki tysięcy dowódców.

Każda jednostka posiada własną kulturę, własny styl dowodzenia i własną specyfikę.


Dlatego doświadczenia służby mogą się znacząco różnić w zależności od miejsca.


Uogólnienia są prostsze od prawdy.


Ale bardzo rzadko są bardziej trafne.


Co wiele osób wyobraża sobie błędnie


Jeśli dotarłeś aż do tego miejsca, prawdopodobnie zauważyłeś już pewną interesującą prawidłowość. Większość obaw związanych z mobilizacją nie wynika z osobistych doświadczeń. Pochodzi z historii opowiadanych przez innych ludzi. A bardzo często historie te rozchodzą się dokładnie tak samo jak miejskie legendy czy słynne opowieści o „koledze kolegi”.


Z czasem każda historia staje się trochę bardziej dramatyczna, trochę bardziej przerażająca i zwykle trochę mniej związana z rzeczywistością. W efekcie ludzie zaczynają bać się wyobrażonej wersji służby wojskowej, a nie tego, jak naprawdę ona wygląda.


Właśnie o tym są trzy ostatnie mity.


Mit nr 8 - Wojsko niczego nie uczy


Ten mit często powtarzają osoby, które z jednej strony zgadzają się, że współczesna wojna jest niezwykle technologiczna, a z drugiej strony wydają się wierzyć, że wszyscy żołnierze rodzą się już z kompletem niezbędnych umiejętności.


To mniej więcej tak, jakby zakładać, że noworodek opuszcza szpital z dyplomem informatyka, prawem jazdy i uprawnieniami elektryka.


Oczywiście rzeczywistość wygląda inaczej.


Nowoczesna armia jest środowiskiem ciągłej nauki.


Uczą się nowi żołnierze.

Uczą się podoficerowie.

Uczą się oficerowie.

Uczą się operatorzy dronów.

Uczą się ratownicy medyczni.

Uczą się instruktorzy.


Nawet ludzie posiadający wieloletnie doświadczenie bojowe nadal się uczą.

Powód jest bardzo prosty.


Wojna zmienia się szybciej niż większość cywilnych technologii.


Jeszcze kilka lat temu drony FPV były ciekawostką. Dziś są jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli współczesnego pola walki. To samo dotyczy walki elektronicznej, systemów łączności, rozpoznania i wielu innych technologii.


Wielu cywilów nawet nie zdaje sobie sprawy, ile czasu poświęca się na szkolenia.


W niektórych przypadkach żołnierz spędza więcej czasu na nauce i treningach niż na wykonywaniu realnych zadań.


Współczesna wojna nagradza ludzi, którzy potrafią się uczyć.


I bardzo szybko karze tych, którzy są przekonani, że wiedzą już wszystko.


Mit nr 9 - Mobilizacja oznacza utratę wolności


To jedna z najbardziej emocjonalnych obaw.


Niektórzy wyobrażają sobie, że po mobilizacji całkowicie znikną z normalnego życia.


Bez rodziny.

Bez przyjaciół.

Bez planów.

Bez urlopów.

Bez życia prywatnego.


Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona i znacznie mniej dramatyczna.


Oczywiście służba wojskowa wiąże się z obowiązkami i pewnymi ograniczeniami. Jest to całkowicie naturalne. Żadna armia nie mogłaby funkcjonować, gdyby każdy codziennie rano decydował, czy chce wykonywać swoje zadania, czy może woli pojechać na ryby.


Jednocześnie wielu cywilów bardzo mocno wyolbrzymia skalę tych ograniczeń.


Żołnierze rozmawiają ze swoimi rodzinami.

Dzwonią do rodziców.

Oglądają zdjęcia swoich dzieci.

Planują przyszłość.

Korzystają z przepustek i urlopów.

Załatwiają prywatne sprawy.

Spotykają się z przyjaciółmi.


Dla wielu osób zaskoczeniem jest również fakt, że żołnierze mogą podróżować za granicę podczas urlopów zgodnie z obowiązującymi procedurami i uzyskanymi zgodami.


Kiedy cywile słyszą to po raz pierwszy, reakcja jest zazwyczaj taka sama.


„Naprawdę?”

Tak. Naprawdę.


Ponieważ żołnierz jest przede wszystkim człowiekiem.


Ma rodzinę.

Ma bliskich.

Ma własne obowiązki.


I ma życie poza mundurem.


Czasami niektórzy wyobrażają sobie armię jak średniowieczną twierdzę, z której nie można wyjść.


W rzeczywistości przypomina ona raczej dużą organizację posiadającą zasady, obowiązki i możliwości.


Mit nr 10 - Armia to tylko strzelanie


Jeżeli zapytamy osobę, która nigdy nie służyła, z czym kojarzy jej się armia, najczęściej usłyszymy odpowiedzi takie jak broń, okopy albo walka.


To zrozumiałe.


Filmy, gry komputerowe i wiadomości pokazują przede wszystkim najbardziej widowiskowe aspekty wojny.


W efekcie wiele osób uważa, że wszyscy żołnierze spędzają całe dnie na strzelaniu albo szturmowaniu pozycji przeciwnika.


W rzeczywistości współczesna wojna jest znacznie bardziej skomplikowana.

Wyobraźmy sobie duże międzynarodowe lotnisko.


Pasażer zwykle uważa pilota za najważniejszą osobę.


Jednak za każdym lotem stoją kontrolerzy ruchu lotniczego, inżynierowie, mechanicy, specjaliści ds. bezpieczeństwa, logistycy i dziesiątki innych profesjonalistów.


Bez nich żaden samolot nie wzbiłby się w powietrze.


Dokładnie tak samo wygląda armia.


Kiedy ludzie widzą udaną operację wojskową, widzą jedynie końcowy efekt.


Nie widzą mechanika przygotowującego pojazd.

Nie widzą specjalisty od łączności zapewniającego komunikację.

Nie widzą ratownika medycznego gotowego do działania.

Nie widzą analityka przetwarzającego informacje.

Nie widzą operatora drona wykonującego zadanie.


Współczesna wojna opiera się na ogromnej liczbie różnych specjalizacji.


Jedni naprawiają silniki.


Inni obsługują drony.


Jeszcze inni odpowiadają za łączność.


Niektórzy organizują logistykę.


Inni analizują dane wywiadowcze.


Jeszcze inni projektują i utrzymują systemy techniczne.


Wielu cywilów byłoby zaskoczonych liczbą komputerów, serwerów, anten, dronów i systemów elektronicznych znajdujących się we współczesnych jednostkach.


Czasami niektóre obiekty wojskowe bardziej przypominają nowoczesne centrum technologiczne niż obraz armii znany ze starych filmów.


Dlatego stwierdzenie, że armia polega wyłącznie na strzelaniu, jest mniej więcej tak trafne jak twierdzenie, że szpital istnieje wyłącznie po to, aby robić zastrzyki.


Jest w tym odrobina prawdy.


Ale tylko odrobina.


Podsumowanie


Strach przed mobilizacją istniał zawsze. W podobnych okolicznościach pojawiłby się w każdym kraju na świecie. Ludzie nie boją się dlatego, że są słabi. Boją się dlatego, że nie wiedzą, co ich czeka.


Jeśli przyjrzymy się wszystkim dziesięciu mitom, można zauważyć jedną interesującą rzecz. Większość z nich nie wynika z prawdziwych doświadczeń, lecz z przypuszczeń. Ktoś coś usłyszał, przeczytał komentarz w mediach społecznościowych, obejrzał emocjonalny film albo poznał historię opowiedzianą przez inną osobę. Z czasem wszystkie te fragmenty tworzą obraz, który często ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.


W rzeczywistości współczesna armia ukraińska jest znacznie bardziej złożona, niż wyobraża sobie większość cywilów. To nie tylko okopy, broń i działania bojowe. To również technologia, szkolenia, logistyka, planowanie, inżynieria, medycyna oraz tysiące ludzi reprezentujących zupełnie różne zawody, którzy wspólnie pracują dla jednego celu.


Dlatego najlepszym sposobem walki ze strachem jest zdobywanie informacji od ludzi, którzy naprawdę służą, a nie od algorytmów mediów społecznościowych. TikTok doskonale tworzy emocje, ale znacznie gorzej radzi sobie z wyjaśnianiem rzeczywistości.


W batalionie operacyjnego przeznaczenia ATEY każdego dnia spotykamy ludzi z różnych środowisk, zawodów i doświadczeń. Są wśród nas byli przedsiębiorcy, mechanicy, specjaliści IT, budowlańcy i osoby, które przed wojną nie miały żadnego związku z wojskiem. I niemal wszyscy kiedyś zadawali sobie te same pytania oraz odczuwali te same obawy, które dziś towarzyszą tysiącom Ukraińców.


Bać się nieznanego jest czymś normalnym.


Nienormalne jest pozwalać, by mity podejmowały decyzje zamiast faktów.

Komentarze


bottom of page